Dobrostan koni i relacja człowiek–koń

Łopatka do wewnątrz w kinezyterapii aktywnej konia. Co to ćwiczenie naprawdę robi w ciele i dlaczego bywa tak skuteczne

Łopatka do wewnątrz należy do tych ćwiczeń, które w jeździectwie są bardzo często wymieniane, bardzo często pokazywane i niestety równie często opisywane w sposób zbyt skrótowy. Zwykle słyszy się, że „poprawia prostowanie”, „uaktywnia zad”, „otwiera bark” albo „pomaga na konia na przodzie”. Problem polega na tym, że takie hasła nie tłumaczą niczego. Jeżeli naprawdę chcemy używać łopatki do wewnątrz jako narzędzia kinezyterapii aktywnej, musimy przestać myśleć o niej jak o figurze ujeżdżeniowej, a zacząć rozumieć ją jako precyzyjnie dawkowane ćwiczenie zmieniające sposób, w jaki koń organizuje przód, tułów i równowagę. Z badań wiadomo, że praca w ruchach bocznych pod siodłem zmienia rozkład sił działających przez siodło i pomoce jeźdźca względem jazdy na wprost, a więc nie jest to mechanicznie „to samo, tylko bardziej eleganckie”, lecz realnie inny wzorzec obciążania ciała. 

Łopatka do wewnątrz nie polega na samym ustawieniu głowy do środka. Nie polega też na tym, że koń ma iść bokiem. W poprawnym wykonaniu jest to taki sposób poruszania się po linii prostej lub po ścianie, w którym przód konia zostaje delikatnie przesunięty do wnętrza, szyja i przednia część tułowia ustawiają się zgodnie z kierunkiem zgięcia, a zad pozostaje na swoim torze. Najprościej mówiąc, koń ma nadal iść do przodu, ale jego klatka piersiowa, łopatki i żebra zaczynają pracować inaczej niż podczas zwykłej jazdy na wprost. To właśnie dlatego ćwiczenie ma tak dużą wartość terapeutyczną: ono nie „ozdabia” ruchu, tylko zmusza ciało do innej organizacji. C:\Users\KJHUZAR\Pictures\opatka%20do%20srodka.jpg

Trzeba tu od razu wyjaśnić jedno pojęcie, które bardzo łatwo staje się nieczytelne. Kiedy mówi się, że łopatka do wewnątrz „odciąża przód” albo „poprawia pracę obręczy barkowej”, nie chodzi o bark człowieka. U konia nie ma kostnego połączenia kończyny piersiowej z tułowiem. Tułów jest zawieszony między kończynami przednimi przez układ mięśniowy, a nie przez staw kostny w ludzkim rozumieniu. Dlatego tak ogromne znaczenie mają mięśnie zewnętrzne kończyny piersiowej, zwłaszcza mięsień zębaty dobrzuszny i mięśnie piersiowe. To one współtworzą system, który utrzymuje klatkę piersiową między łopatkami i pozwala łopatce przesuwać się względem ściany klatki piersiowej. Gdy ten układ pracuje słabo, koń zaczyna opierać się ciężarem na przodzie, sztywnieje i gorzej organizuje ruch na łukach oraz w ćwiczeniach asymetrycznych. 

Dlatego łopatka do wewnątrz bywa tak cenna u koni, które są ciężkie w przodzie, wypadają łopatką, pracują głównie szyją zamiast tułowiem, są wyraźnie jednostronne albo reagują na zakręt skróceniem szyi i utratą rytmu. U takich koni problem bardzo często nie polega na tym, że „nie umieją figury”, tylko na tym, że nie potrafią ustawić klatki piersiowej i łopatki względem tułowia bez kompensacji. Pojęcie jednostronności zresztą też warto doprecyzować. Konie naturalnie wykazują asymetrie ruchowe i preferencję jednej strony, a celem treningu nie powinno być brutalne „wyprostowanie” zwierzęcia, lecz poprawa balansu, koordynacji i zdolności do pracy w obu kierunkach. 

Co dokładnie ma się wydarzyć w łopatce do wewnątrz

W poprawnej łopatce do wewnątrz koń nie ma po prostu skręcić głowy do środka. Zgięcie ma rozłożyć się na szyję i przednią część tułowia. Wewnętrzna strona ciała ulega względnemu skróceniu funkcjonalnemu, a zewnętrzna względnemu wydłużeniu funkcjonalnemu. Nie oznacza to, że jedna połowa konia „kurczy się”, a druga „rozciąga” jak guma. Oznacza to, że po stronie wewnętrznej pewne mięśnie intensywniej stabilizują i organizują zgięcie boczne, a po stronie zewnętrznej inne struktury muszą pozwolić ciału na wydłużenie łuku ruchu przy zachowaniu kontroli. To właśnie jest różnica między prawdziwą terapią ruchem a językiem uproszczeń.

Kiedy koń wykonuje to ćwiczenie prawidłowo, klatka piersiowa nie powinna opadać na stronę wewnętrzną. Tu trzeba zatrzymać się nad kolejnym skrótem językowym. „Opadanie klatki piersiowej” albo „zapadanie się do środka” oznacza sytuację, w której koń przenosi nadmierny ciężar na wewnętrzną kończynę przednią i nie potrafi aktywnie utrzymać tułowia między łopatkami. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby przechylał się do środka, tracił równowagę i stawał się ciężki w przodzie. Biomechanicznie oznacza to zbyt słabą pracę układu mięśni odpowiedzialnych za podwieszenie tułowia oraz zbyt małą kontrolę boczną. W łopatce do wewnątrz chcemy właśnie temu przeciwdziałać. 

Jak wykonać łopatkę do wewnątrz tak, żeby miała wartość terapeutyczną

Najpierw trzeba odrzucić myślenie pokazowe. W terapii nie interesuje nas efekt widowiskowy. Interesuje nas jakość. Dlatego ćwiczenie zaczyna się od bardzo małego kąta i od krótkiego odcinka. Koń ma nadal wyraźnie iść do przodu. Przód zostaje delikatnie przesunięty do wnętrza, ale zad nie może odpływać na zewnątrz. Szyja powinna być miękka, wydłużona i ustawiona zgodnie z kierunkiem zgięcia, lecz nie „złamana”.

I znów trzeba wyjaśnić, co znaczy „złamana szyja”. To nie jest pojęcie poetyckie. Oznacza ono lokalne, nadmierne zgięcie w jednym fragmencie szyi, najczęściej bliżej podstawy głowy, podczas gdy reszta szyi i tułowia pozostają sztywne. Koń sprawia wtedy wrażenie ustawionego, ale tak naprawdę skręca jedynie głowę albo krótki odcinek szyi. Taki wzorzec nie daje terapeutycznej korzyści, bo nie reorganizuje tułowia. W praktyce koń może wyglądać „ładnie”, ale ciało nadal nie pracuje jako całość.

W pracy terapeutycznej najlepiej zaczynać łopatkę do wewnątrz w stępie. Stęp daje czas na czucie ruchu, obserwację jakości i kontrolę każdego kroku. Dopiero gdy koń umie utrzymać rytm, nie usztywnia szyi i nie wypada łopatką, można wprowadzać krótkie odcinki w kłusie roboczym. Badanie dotyczące sił pod siodłem i działania pomocy podczas jazdy na wprost, w łopatce do wewnątrz i w trawersie pokazało, że ruchy boczne zmieniają obciążenia względem jazdy na wprost, co potwierdza, że należy je dawkować świadomie, a nie traktować jak obojętny dodatek do jazdy. 

Dlatego rozsądna dawka terapeutyczna to nie pół ściany od razu, tylko kilka krótkich wejść po kilka kroków, z powrotem na prostą między powtórzeniami. W praktyce oznacza to najczęściej 3 do 6 kroków dobrej jakości, następnie wyjazd prosto, rozluźnienie i ponowne wejście. Jeżeli po trzecim kroku koń zaczyna sztywnieć, skraca szyję albo traci rytm, ćwiczenie się kończy, nawet jeśli teoretycznie „miał zrobić więcej”. W terapii liczy się poprawne wykonanie, a nie długość elementu.

Jakie mięśnie pracują i co to naprawdę znaczy

W tym miejscu nie wolno używać skrótów typu „pracują mięśnie piersiowe”, bo to niczego nie wyjaśnia. Trzeba nazwać to dokładnie.

W mechanizmie podwieszenia tułowia i stabilizacji przodu istotne są zwłaszcza mięsień zębaty dobrzuszny, mięsień piersiowy powierzchowny zstępujący, mięsień piersiowy powierzchowny poprzeczny i mięsień piersiowy głęboki. Mięsień zębaty dobrzuszny pomaga utrzymać klatkę piersiową między łopatkami i współtworzy układ zawieszenia tułowia. Mięśnie piersiowe stabilizują połączenie tułowia z kończyną przednią i uczestniczą w kontrolowaniu położenia kończyny względem mostka oraz ściany klatki piersiowej. Rola tych mięśni jako części mięśniowego połączenia tułowia z kończyną piersiową jest dobrze opisana anatomicznie i funkcjonalnie. 

Po stronie wewnętrznej większą rolę przejmują również mięśnie skośne brzucha, które pomagają organizować zgięcie boczne tułowia i kontrolę rotacyjną. Mięsień prosty brzucha wspiera stabilizację dolnej ściany tułowia, a mięśnie głębokie grzbietu, w tym mięsień wielodzielny, uczestniczą w segmentalnej stabilizacji kręgosłupa. Nie chodzi więc o prosty schemat „ten mięsień rozciąga się, a tamten się napina”, tylko o współpracę układu, który ma utrzymać równowagę, zgięcie i ruch do przodu w jednym czasie.

Po stronie zewnętrznej dochodzi do względnego wydłużania funkcjonalnego części struktur bocznych tułowia, w tym mięśni międzyżebrowych i bocznych włókien mięśni odpowiedzialnych za organizację linii grzbietowo-bocznej. Trzeba jednak być uczciwym: dla konkretnych ćwiczeń pod siodłem literatura nie daje nam mapy EMG każdego mięśnia krok po kroku. To, co możemy powiedzieć rzetelnie, wynika z anatomii funkcjonalnej, mechaniki ruchu na łuku oraz z badań pokazujących, że ruchy boczne zmieniają obciążenia i organizację ruchu względem jazdy na wprost. 

Jakie błędy zabierają temu ćwiczeniu sens

Najczęstszy błąd to praca samą ręką. Koń zgina wtedy głowę, ale nie organizuje klatki piersiowej. Drugi błąd to zbyt duży kąt. Im większy kąt u konia nieprzygotowanego, tym łatwiej o utratę rytmu, sztywność i wypchnięcie jednej łopatki poza tor ruchu. Trzeci błąd to utrata ruchu do przodu. Łopatka do wewnątrz nie może stać się marszem w bok. Czwarty błąd to dopuszczenie do tego, by przód poszedł jednym torem, a zad drugim, bez rzeczywistego połączenia przez tułów.

Warto rozwinąć jeszcze jedno określenie, które bywa nadużywane: „wypadanie łopatką” albo „uciekanie barkiem”. To oznacza sytuację, w której przednia część ciała odchodzi od zaplanowanego toru ruchu bardziej niż reszta konia, zwykle dlatego, że koń nie stabilizuje odpowiednio obręczy kończyny piersiowej. W praktyce widzimy wtedy, że przód przemieszcza się za szeroko, a koń zamiast równomiernie zginać się przez tułów, rozszerza tor jazdy przednią częścią ciała. W ćwiczeniu terapeutycznym taki obraz oznacza brak kontroli, a nie poprawne wykonanie.

U jakich koni łopatka do wewnątrz bywa szczególnie przydatna

Najczęściej dobrze służy koniom, które są ciężkie na przodzie, nie umieją ustawić klatki piersiowej względem łopatki, wypadają jedną łopatką na łukach, są sztywne jednostronnie albo pokazują typowy wzorzec „szyja robi dużo, tułów robi mało”. Może też być cennym narzędziem u koni z funkcjonalną asymetrią, które na jednej stronie skracają krok, usztywniają klatkę piersiową albo mają trudność z utrzymaniem równowagi bocznej. Ponieważ jednak ćwiczenie zwiększa wymagania biomechaniczne względem jazdy na wprost, nie powinno być stosowane jako automatyczny lek na wszystko. Koń z wyraźnym bólem, niewyjaśnioną kulawizną czy świeżym problemem ortopedycznym wymaga najpierw diagnostyki weterynaryjnej, a nie „rozjeżdżenia problemu” figurą. 

Co powinien zobaczyć i poczuć jeździec

To jest bardzo ważne, bo artykuł ma być zrozumiały nie tylko dla fizjoterapeuty, ale też dla świadomego właściciela i jeźdźca. Prawidłowa łopatka do wewnątrz daje poczucie, że koń nadal idzie do przodu, ale przód staje się lżejszy i bardziej uporządkowany. Szyja nie staje się krótsza. Kontakt nie robi się cięższy. Krok nie przyspiesza. Koń nie „zawisa” na jednej wodzy. Z zewnątrz ruch powinien wyglądać spokojnie, bez przepychania, bez pośpiechu i bez wrażenia walki.

Jeżeli natomiast jeździec czuje, że musi trzymać konia ręką, pilnować każdej części ciała osobno i „sklejać” ćwiczenie siłą, to znaczy, że organizm konia nie wykonuje jeszcze tego zadania terapeutycznie. Wtedy nie trzeba mocniej naciskać. Trzeba uprościć zadanie.

Dlaczego łopatka do wewnątrz jest tak cenna w kinezyterapii aktywnej

Bo pozwala dotrzeć do miejsca, w którym bardzo często zaczyna się problem: do relacji między łopatką, klatką piersiową i tułowiem. To tutaj koń albo zaczyna się nieść, albo zaczyna się podpierać. To tutaj widać, czy ciało pracuje jako całość, czy tylko maskuje problem ustawieniem głowy. To tutaj można odzyskać lepszą organizację przodu, bardziej świadome obciążanie kończyn i lepsze połączenie między przedem a zadem.

Łopatka do wewnątrz nie jest ćwiczeniem efektownym dlatego, że jest trudna. Jest cenna dlatego, że obnaża prawdę o ruchu konia. Pokazuje, czy koń naprawdę potrafi stabilizować tułów, czy tylko wygląda na ustawionego. A kiedy jest użyta mądrze, krótko i precyzyjnie, staje się jednym z najlepszych narzędzi do przebudowy wzorca ruchowego, a nie tylko do poprawy figury.

W następnym artykule przejdziemy do łopatki na zewnątrz. I tam dopiero będzie widać, jak bardzo koń polega na swoich nawykach ruchowych i jak szybko ćwiczenie potrafi ujawnić to, co do tej pory było ukryte pod pozorną poprawnością.

Ksenia Samsel

trener jeździectwa, fizjoterapeutka koni, sędzia jeździectwa Polskiego Związku Jeździeckiego i Working Equitation, coach oraz praktyk pracy z ciałem i ruchem, hipnoterapeuta.

 Od lat pracuje z jeźdźcami, końmi i dziećmi rozpoczynającymi swoją przygodę z jeździectwem, od ponad 20 lat organizuje wypoczynek dla dzieci

Wiedza i doświadczenie

Dzielę się wiedzą opartą na praktyce pracy z końmi i ludźmi.