Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.
Hipnoterapia po ludzku
Kiedy człowiek przestaje ze sobą walczyć. O tym, jak naprawdę wygląda hipnoterapia
Jednej z najważniejszych lekcji w pracy z hipnozą nie dał mi podręcznik ani żadna szczególna technika. Dała mi ją cisza.
Imiona bohaterów tego tekstu zostały zmienione. Niektóre szczegóły również celowo przesunęłam albo połączyłam, ponieważ w pracy z drugim człowiekiem zaufanie jest ważniejsze niż efektowna historia. Prawdziwe pozostały emocje, sytuacje oraz to, czego te spotkania nauczyły mnie o ludziach, a przy okazji także o sobie.
Cisza, której nie trzeba wypełniać
Lena siedziała w fotelu naprzeciwko mnie. Prowadziłam ją głosem tak, aby mogła uspokoić ciało, zwolnić oddech i odsunąć się na chwilę od codziennego hałasu. Wiedziałam, co robić. Miałam za sobą naukę, ćwiczenia i przygotowanie. Mimo to po kilku pierwszych zdaniach zaczęłam się zastanawiać, czy mówię odpowiednio. Czy nie za szybko. Czy mój głos brzmi naturalnie. Czy Lena naprawdę się rozluźnia, czy może siedzi nieruchomo jedynie z uprzejmości.
Powiedziałam, że być może istnieje takie miejsce, w którym nie trzeba teraz niczego robić, nikomu niczego udowadniać i nigdzie się spieszyć.
Później zamilkłam.
Dla Leny była to zapewne zwykła chwila ciszy. Dla mnie trwała niewyobrażalnie długo. W głowie natychmiast pojawiły się pytania. Może powinnam mówić dalej? Może ona czeka? Może za chwilę otworzy oczy i zapyta, czy zapomniałam, co miałam powiedzieć?
Nic takiego się nie wydarzyło.
Lena spokojnie oddychała. Jej twarz stała się łagodniejsza, ramiona opadły, dłonie przestały się poruszać.
Cisza nie jest pustym miejscem, które trzeba natychmiast wypełnić. Może być momentem, w którym człowiek przestaje słuchać wszystkich dookoła i zaczyna zauważać siebie.
Od tamtego spotkania minęło sporo czasu. Dzisiaj znacznie mniej pilnuję pięknych zdań, a uważniej patrzę na osobę siedzącą przede mną. Obserwuję oddech, napięcie twarzy, drobne ruchy dłoni i sposób, w jaki zmienia się ułożenie ciała. Słyszę nie tylko słowa, ale również tempo mówienia, zawahania i te miejsca, w których ktoś nagle milknie.
Nie każdy potrzebuje tej samej drogi
Nie istnieje jeden doskonały tekst, który można przeczytać każdemu i oczekiwać takiej samej reakcji.
Jedna osoba z łatwością podąża za opowieścią. Wystarczy wspomnieć o ciepłym piasku, szumie morza i lekkim wietrze, a jej oddech zaczyna zwalniać. Ktoś inny chce dokładnie wiedzieć, co ma robić, ile to potrwa i po czym pozna, że coś się wydarzyło. Opowieść o cieple rozchodzącym się po ciele może go bardziej zirytować niż uspokoić. Potrzebuje konkretu, kolejności i jasnego celu.
Techniki są potrzebne, lecz sama ich znajomość nie wystarcza. Trzeba przede wszystkim zauważyć, kto siedzi po drugiej stronie.
Odpoczynek, który stał się kolejnym zadaniem
Tomasz pracował jako informatyk. Kiedy spotkaliśmy się online, mówił jak człowiek, którego umysł od bardzo dawna nie miał chwili ciszy. Pracował w kilku miejscach, przyjmował kolejne zlecenia i starał się zadbać o to, aby wszystko działało. Chciał być dobry w swoim zawodzie, zapewnić rodzinie bezpieczeństwo, rozwijać się i niczego nie zaniedbać.
Powiedział, że nie ma już energii, aby ruszyć z kolejnymi sprawami. Gdy próbował odpoczywać, natychmiast pojawiało się poczucie winy. Myślał o niewysłanych wiadomościach, niedokończonych projektach i czasie, który powinien lepiej wykorzystać.
Odpoczynek stał się kolejnym zadaniem, które wykonywał źle.
Poprosiłam Tomasza, żebyśmy na chwilę przestali próbować rozwiązywać całe jego życie. Wybraliśmy jedną sprawę, która w tym momencie zajmowała najwięcej miejsca. Później wyobraził sobie przestrzeń bez telefonu, powiadomień i pytań kierowanych w jego stronę. Taką, w której przez kilka minut nie musi niczego naprawiać.
Po spotkaniu nie zrezygnował z pracy i nie wyjechał na drugi koniec świata. Powiedział jednak, że ma trochę więcej porządku w głowie.
Jeżeli ktoś przez wiele miesięcy żyje w napięciu, krótka chwila, podczas której nie czuje się odpowiedzialny za wszystko, może być początkiem ważnej zmiany. Nie zawsze trzeba od razu przewracać życie do góry nogami. Czasem najpierw warto odzyskać odrobinę miejsca, aby w ogóle zobaczyć, co można zrobić dalej.
Ciało pamięta więcej niż chcemy
Agata przyszła z zupełnie inną historią. Miała za sobą poważny wypadek na koniu i uraz kręgosłupa. Jej ciało pamiętało to wydarzenie, nawet kiedy rozum przekonywał, że obecna sytuacja jest inna.
W takich przypadkach nie można powiedzieć człowiekowi, że nie ma się czego bać. Coś przecież naprawdę się wydarzyło. Pozostała pamięć utraty kontroli, bólu i chwili, w której nie było czasu, aby się obronić. Czasami wystarczy gwałtowniejszy ruch konia, konkretny dźwięk albo podobne ułożenie ciała, żeby organizm zareagował tak, jakby zagrożenie właśnie powróciło.
Najpierw długo rozmawiałyśmy. Chciałam zrozumieć, czego Agata obawia się najbardziej. Kolejnego upadku? Bólu? Utraty kontroli? A może spojrzeń osób, które oczekują od niej odwagi, choć ona wcale jej w tej chwili nie czuje?
Nie próbowałam namówić jej do jazdy. Zależało mi, żeby odzyskała prawo do decydowania o sobie.
Podczas sesji przyglądała się wcześniejszemu zdarzeniu z bezpiecznej odległości. Nie musiała ponownie znajdować się w samym środku wypadku. Mogła zatrzymać obraz i w każdej chwili wrócić do miejsca, w którym czuła się spokojniej. Później przypominała sobie sytuacje, kiedy dobrze sobie radziła, rozsądnie reagowała i potrafiła porozumieć się z koniem.
Powrót do jazdy podzieliłyśmy na małe fragmenty. Wejście do stajni, podejście do spokojnego konia, przygotowanie go, włożenie stopy w strzemię, usiądnięcie w siodle i kilka kroków.
Nie próbowałyśmy siłą usunąć całego lęku. Sprawdzałyśmy, czy Agata może go zauważyć, a jednocześnie nadal oddychać, myśleć i podejmować własne decyzje.
Strach nie zawsze jest wrogiem. Niekiedy informuje, że potrzebujemy więcej czasu, innych warunków albo większego poczucia bezpieczeństwa.
Problem zaczyna się wtedy, gdy lęk zajmuje całą dostępną przestrzeń i nie pozwala zobaczyć żadnego wyjścia.
Wiedza była, ale stres odcinał do niej dostęp
Dorota przygotowywała się do obrony pracy inżynierskiej. Znała swój temat i wiedziała, o czym ma mówić. Napięcie pojawiało się dopiero wtedy, gdy wyobrażała sobie salę, komisję, recenzentów i pytania.
Najpierw dokładnie ustaliłyśmy, jak będzie wyglądała cała obrona. Później przeprowadziłam ją przez tę sytuację tak, jakby właśnie się odbywała. Dorota wchodziła do sali, widziała komisję, uruchamiała prezentację i zaczynała mówić. Słyszała wypowiedzi recenzentów i czekała na pytania. Gdy napięcie rosło, wykonywała spokojny wydech i przypominała sobie, że zna własny temat.
Po spotkaniu powiedziała, że ma wrażenie, jakby raz już przez to wszystko przeszła.
Obroniła się na piątkę. Nie dlatego, że podczas sesji ktoś włożył jej wiedzę do głowy. Miała ją wcześniej. Potrzebowała jedynie nie stracić do niej dostępu pod wpływem stresu.
Mocny, ale nie twardy
Podobny mechanizm zobaczyłam w pracy z Michałem, zawodnikiem WKKW. Im bardziej zależało mu na wyniku, tym więcej używał siły. Mocniej trzymał wodze, zaciskał nogi i szczękę. Koń stawał się coraz bardziej napięty, więc Michał dochodził do wniosku, że musi zadziałać jeszcze mocniej.
Powstawało zamknięte koło.
Podczas sesji wyobraził sobie regulator napięcia. Najpierw poczuł siłę na sto procent, później na połowę, następnie na dziesięć procent. Znowu mocniej i ponownie lżej. Kolejna instrukcja, że powinien być delikatniejszy, niczego by tu nie zmieniła. On musiał poczuć różnicę we własnym ciele.
Połączyliśmy to ze spokojnym wydechem i zdaniem: „Mocny, ale nie twardy”.
Później Michał wyobrażał sobie najazd na przeszkodę. Stabilny dosiad, spokojniejsze dłonie i konia, któremu pozostawia przestrzeń do wykonania skoku.
Po pierwszym treningu zadzwonił zachwycony. Pracowało mu się zupełnie inaczej. Był to dopiero jeden trening i nie mogłam wiedzieć, czy zmiana okaże się trwała. Wiedziałam jednak, że po raz pierwszy naprawdę poczuł, iż kontrola nie zawsze oznacza większą siłę.
Pomiędzy wiedzą a działaniem
Właśnie to interesuje mnie w hipnoterapii najbardziej.
Ludzie zazwyczaj wiedzą, co powinni zrobić. Osoba przeciążona wie, że potrzebuje odpoczynku. Człowiek odkładający ważne zadanie wie, że powinien zacząć. Jeździec zaciskający dłonie prawdopodobnie wiele razy słyszał, że powinien je rozluźnić.
Problem rzadko polega na braku informacji.
Trudność pojawia się pomiędzy wiedzą a działaniem. Człowiek doskonale rozumie, co byłoby dla niego dobre, a mimo to ciało reaguje napięciem, uwaga ucieka, lęk przejmuje kontrolę albo po raz kolejny uruchamia się dawny sposób działania.
Hipnoterapia nie polega na odebraniu komuś kontroli ani na wydawaniu magicznych poleceń. Pomaga spokojniej przyjrzeć się automatycznym reakcjom, dotrzeć do własnych zasobów i przećwiczyć inny sposób odpowiadania na sytuację, która dotychczas wywoływała napięcie.
Czasem efektem jest wyraźna ulga. Innym razem zaledwie odrobina więcej spokoju w chwili, która wcześniej całkowicie paraliżowała.
Bez obietnic natychmiastowej przemiany
Nie każda sesja kończy się wielkim przełomem. Prawdziwe życie zazwyczaj jest mniej widowiskowe niż historie o natychmiastowych przemianach. Najpierw człowiek zauważa własny schemat. Później kilka razy udaje mu się go zatrzymać. Innym razem znowu wraca do dawnego zachowania. Dopiero z czasem nowe rozwiązanie zaczyna pojawiać się częściej.
Z czasem nauczyłam się bardziej cenić niewielkie, ale prawdziwe zmiany niż wielkie deklaracje. Obniżenie napięcia z dziewięciu do siedmiu. Spokojniejszy wydech. Wykonanie pierwszego kroku. Poczucie, że można zmienić decyzję. Prawo do odpoczynku albo powiedzenia sobie, że na dzisiaj wystarczy.
Odpowiedzialność oznacza również znajomość granic
Są sytuacje, w których hipnoterapia nie wystarczy i nie powinna zastępować pomocy psychiatry, psychologa ani psychoterapeuty. Gdy pojawia się poważny kryzys psychiczny albo zagrożenie zdrowia lub życia, odpowiedzialność polega także na tym, aby rozpoznać granice własnych kompetencji i skierować człowieka po odpowiednią pomoc. Umiejętność zatrzymania pracy jest równie ważna jak umiejętność jej rozpoczęcia.
Co zostaje po spotkaniu
Gdy myślę o opisanych sesjach, coraz mniej widzę w nich zbiór technik, a coraz bardziej konkretnych ludzi.
Lenę, która pokazała mi, że ciszy nie trzeba się bać.
Tomasza, który przez kilka minut nie musiał niczego naprawiać.
Agatę, która odzyskiwała prawo do decydowania o swoim powrocie do siodła.
Dorotę, która przed prawdziwą obroną spokojnie przeszła przez nią w swojej wyobraźni.
Michała, który poczuł różnicę pomiędzy siłą a sztywnością.
Każda z tych osób potrzebowała czegoś innego. Jedna obrazu, druga konkretu, trzecia poczucia bezpieczeństwa, a kolejna możliwości przećwiczenia ważnej sytuacji. Dobra praca z człowiekiem nie polega na tym, żeby zawsze wiedzieć wszystko i prowadzić go według przygotowanego wcześniej planu. Polega na uważnym słuchaniu, również wtedy, gdy odpowiedź przychodzi w ciszy.
Być może wiesz, co zrobić, ale coś nadal Cię zatrzymuje
Lęk, napięcie albo dawne doświadczenie potrafią utrzymywać człowieka w tym samym miejscu, nawet gdy rozum zna już wszystkie odpowiedzi. Hipnoterapia nie wykona tej pracy za Ciebie. Może jednak pomóc Ci zauważyć reakcje, które dotąd pojawiały się automatycznie, odzyskać dostęp do własnych możliwości i znaleźć spokojniejszą drogę pomiędzy tym, co już wiesz, a tym, co naprawdę potrafisz zrobić.
Jeśli chcesz sprawdzić, czy taka forma pracy będzie odpowiednia dla Ciebie, zapraszam Cię na rozmowę.
Dowiedz się więcej o hipnoterapiiO autorce opracowania
Ksenia Samsel
Dyplomowana fizjoterapeutka koni, trenerka pracująca z ludźmi, facylitatorka szkoleń Horse Assisted Education, sędzia i praktyk jeździectwa.
Łączy wiedzę o anatomii funkcjonalnej konia z obserwacją ruchu, treningiem ujeżdżeniowym, dobrostanem i świadomą pracą całego układu koń-jeździec. Zajmuje się również hipnozą i hipnoterapią.


